Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

oddali... Myśmy... Niech ucieknie... On... on... żal go...
 Pan Dolski podniósł syna, zajrzał mu w zapłakane oczy i do piersi przycisnął.
 — Niedobre dzieci! Coście narobiły? Gdzie Mieczyś?
 — Tutaj jestem, ojcze... Jestem zupełnie cały...
 — Chodź, wyłaź!... Ach, dzieci, dzieci! Jakiegoście wy nas strachu nabawiły!
 Zeszli się ludzie, przyniesiono z łódek kosz z jadłem, z ciepłem ubraniem; przyszedł Herr Niedeman, smutny, wybladły.
 Posłano natychmiast gońca do dworu.

 — A teraz opowiedzcie, jak się to stało i dlaczego podarowaliście łódkę Walkowi?... — zagadnął pan