Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

siebie w oświetlone koło czerwonym blaskiem ognia. Nakrywszy brata, resztę włożył na swe nagie, podrapane, skostniałe od zimna ramiona. Ogień ogrzewał go z przodu.
 — Piotrusiu!... Piotrusiu!... — zawołał znowu Mieczyś.
 — Co? jeszcze nie śpisz?
 — Ależ śpię... A tylko, jeżeli wilk przyjdzie, to mię obudź... pamiętaj...
 — Śpij spokojnie! Nie przyjdzie, tu wyspa....
 — Dobranoc, Piotrusiu! Chciałem jeszcze powiedzieć, żeś kochany. Teraz zupełnie ciepło... Tylko na chwilkę, na maluchną chwilkę chodź do mnie...

 Piotruś wstał i przykląkł koło