Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

rozwiąż choć Mieczysia: on maleńki...

 — A ino! Sam tak myślę... Zmarniejeta, co dobrego... A przecie ja z waszej wsi... z maminej wsi... I pamiętam, jak starsza pani przychodziła z nią do nas w głodny rok... Nie większa była od was, pęcherze... I ja byłem mały. Bóg jeden wiedział, co miało się stać, a ja tom nigdy nie pomyślał, że tak będzie... Siadaj, bechu!... krzyknął na Mieczysia, podnosząc go i rozwiązując ręce. — Płaksa jesteś ale twój brat łepski chłopak... Choć mię ciął, a łepski... Słuchajta, puszczę was, a wy za to powiedzta, że łódkę samiście mi podarowali, że prosiłem, a nie ukradłem... Zgoda?! Hę!?