Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

pytał po chwili. — Szkoda, dawno soli nie jadłem. Czyje wy dzieci, bo widziałem, że płynęliście z Białej?
 — Jesteśmy, z Białej, synowie dziedzica.
 — Srogi pan, ciężki pan, ale pani dobra.
 — Mama... taka dobra, jak miód! — wmieszał się Mieczyś.
 Włóczęga uśmiechnął się i kiwnął głową. Piotruś mrugał na brata, żeby milczał, ale chłopczyna nie widział tego i, rozgadawszy się, sypał słowami, wyciągając wolniutko piórka z ptaka.
 — A ty kto jesteś? Może ty Walek, złodziej pobytowy?

 — Juści, że jestem Walek-złodziej! — odpowiedział spokojnie chłop.