Ta strona została przepisana.
niu, w wielkich karmazynowych kapeluszach, stały śliczne »muchomory«, roiły się wełnianki-oszustki, takie podobne do rydzów, drzemały brzydkie, ale smaczne kuźliki oraz maślacze, czekały zmiłowania syrojeżki, skromne grzybki »tak sobie«, których nikt nie jada.
Przypuszczać nawet można, że były »wilcze jagody«, ponętnie wyglądająca, lecz straszna trucizna, w kształcie paszczy rozwartej, z amarantową pestką i wiśniowem oskrzydleni, do której w obecności starszych nawet zbliżać się nie wolno. Wszystko mieniło się od barw i złotych centek, przedzierającego się przez gałęzie słońca. A tymczasem niepodobna było się zatrzymać, trze-