Strona:Wacław Sieroszewski - Ciupasem na Syberję.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

więźniów stanu. — Ci panowie tak wyniośle traktują Polskę, wyznaczając jej zaledwie przedpokój w spółczesnej demokracji. Z trudem udaje mi się im dowieść, że ona ma tam dawno już swoje własne salony!... Profesor Bohdanowicz był chory, leżał prawie wciąż na łóżku. W wielkiej tajemnicy dowiedziałem się, że pod tem łóżkiem robi się właśnie podkop do sąsiedniej piwnicy naczelnika więzienia. Udziału w tej pracy wziąć nie mogłem, gdyż należałem do tych kilku, których administracyjnie skazano na miesiąc „karceru“ za rzekome przewodnictwo w wybijaniu bramy więziennej i opór wojsku w Krasnojarsku. Kiedy mię po odsiedzianej karze wrócono do ogólnej „kamery“, St. Landego już nie było. Nie mogłem się dowiedzieć, dokąd go wywieziono, powiedziano mi tylko, że zdążył się zaręczyć z naszą towarzyszką podróży, p. Felicją Lewandowską. W parę dni po mojem przybyciu wykryła się ucieczka dziesięciu najciężej skazanych „katorżan“. Uciekł: Popko, Wołoszenko, Orłow... Innych nie pamiętam. Wychodzili po dwóch, a towarzysze kładli na ich posłania manekiny, przykryte z głową, aby zamaskować ich nieobecność, aż pewnego razu ciekawy żołdał dotknął się jednego z nich i zdarł kołdrę...
Ucieczka była źle zorganizowana i zbiegom nie dostarczono ani paszportów, ani pieniędzy. Ukryci w lepiance w lesie, czekali na pomoc, po