Strona:Wacław Sieroszewski - Ciupasem na Syberję.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

deczność“. Podejrzewaliśmy o denuncjację znowu tych paru żandarmów z dawnego konwoju, których poznaliśmy w przebraniach żołnierzy naszej nowej straży. Dość, że w Tomsku po raz pierwszy oddzielono katorżan i „zsylnych“ sądowych od „administracyjnych“, zamknięto ich w osobnych salach i utrudniono między nimi komunikację. Odbiło się to szczególnie źle na „katorżanach“, już choćby dlatego, że mieli mniej pieniędzy. Przyznać trzeba, że „administracyjni“ przysłali nam znaczną część sum, wysłanych dla nich przez krewnych i przyjaciół do Tomska.
Użycie pieniędzy natrafiło jednak w samem środowisku „katorżan“ na pewne tarcia. Myśl o ucieczce tak opanowała niektórych, że zaczęto się nad możliwością jej zastanawiać poważnie i przedewszystkiem zażądano wydzielenia z budżetu ogólnego pewnej sumy, niezbędnej na jej zorganizowanie. Ucieczka jest taką świętością dla ludzi pozbawionych wolności, że projekt oszczędności w tym celu nawet za cenę gorszego odżywiania nie spotkał żadnego sprzeciwu. Zresztą, zapowiedziano nam stanowczo, że ponieważ dalszą drogę mamy przebywać piechotą od etapu do etapu, to jest istotnym „ciupasem“, nie pozwolą nam władze więzienne zabrać więcej, niż po 20 kilo na duszę.
— „Ile możesz unieść, a podwody jedynie dla chorych“, — zapowiedziano nam surowo.