Strona:Wacław Sieroszewski - Ciupasem na Syberję.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

kiem na to, że zakucie jest bezprawiem, gdyż Lion nie jest „pozbawionym praw“, katorżanie mówili poprostu: „nie pozwolimy, niech nas wszystkich zakują“. Skończyło się nawet na tem, że oficer żandarmski kazał zdjąć kajdany, ale prosił stanowczo, abyśmy nie wychodzili po za łańcuch straży, lub dali słowo, że „żaden z nas nie będzie próbował ucieczki“... Po długich debatach, pomimo nacisku „administracyjnych“ takiego słowa nie daliśmy, co bardzo ochłodziło „ciepło“ naszych żandarmskich opiekunów.
— Wymyślacie na nas, ale jeszcze nieraz pożałujecie, kiedy nas nie będzie! — mówili proroczo.
Więzienia na Syberji są, jak katedry katolickie w średniowiecznej Francji, najokazalszemi, najbardziej rzucającemi się w oczy budynkami, miasteczek, a nawet miast. Zwą je tutaj „tiuremnyj zamok“ albo „astrog“, zapewne na pamiątkę tych czasów, kiedy w twierdzach (ostrogach) kozaków-zdobywców, największym i najważniejszym budynkiem było więzienie, gdzie trzymano zakładników z tubylczej ludności dla wymuszania „jasaku“ (podatku w futrach, przeważnie lisich i sobolich).
„Tiuremnyj zamok“ w Tiumeniu zrobił na nas silne wrażenie swemi rozmiarami i okazałością. Po Butyrkach było to największe ze spotykanych do tej pory więzień. Tu gromadziły się, nawet