Strona:Wacław Sieroszewski - Bolszewicy.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.


SCENA DWUDZIESTA
Ciż, Sonia
SONIA

Żarty!... Nie uciekniecie!... Nie!... A skąd to wy, zacny Feliksie Kazimierzowiczu, wiecie, co tej ślicznej pani gotuje... przeklęta Żydówica ...chciałeś powiedzieć, przyznaj się?!... Czy ta Żydówica spowiadała się wam? Co?...

SYPNIEWSKI (cofa się)

Boże!

SONIA

Tak!... Boże! Wszystkie ukryte skarby wyłażą z ciebie, teraz, rodzie jaszczurczy! Bóg... czort... miłość anielska... przeklęta żydówica...
To, na to, nędzniku, wydobyłam cię z narażeniem życia z więzienia, gdziebyś zgnił... Wydźwignęłam cię na szczyty władzy, otworzyłam wspaniałe perspektywy do bogactwa i wszechświatowych zaszczytów... Coś ty jest, robaku słaby i bezwolny, bez przeklętej żydówicy? I czem bez niej będziesz? Umiesz tylko toczyć łona kobiet...

(ogląda się na Morską, która z naprężeniem śledzi za odgrywającą się sceną)

Ani walczyć, ani panować, ani zdobywać nie umiesz, marny niewolniku!... (przedrzeźnia go) Uciekniemy... uciekniemy... Nie, nie uciekniecie. ...Zdepczę was!... Mogłabym zaraz was zastrzelić, jako zdrajców sprawy robotniczej... (wyjmuje rewolwer) Ale nie chcę! zabić to mało wy będziecie żyć, żeby życie przeklinać!!...

(Morska robi ruch)