Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

ciekawością, zbliżyli się do głów chłopaków, zakrytych płaszczami po szyje. Obwąchali im uszy, policzki, podbródki, potargali włosy. Najwięcej jednak zdziwienia wzbudzały w nich wpółotwarte usta śpiących... Wybiegał stamtąd ciepły huragan i szelest, podobny do podmuchów burzy.
 — To nic!... To nic!... Cyk-cyk o wiele ciekawsze!... Ono tu gdzieś jest, słyszę go!... Trzeba poszukać!... — dowodził Ziuzik.
 Puścili się na poszukiwania między ogromnemi wzgórkami i fałdami ciemnych płaszczów. Chichotka jednak wolała trzymać się bliżej głowy. Wydobywający się z ust szelest ogromnie ją bawił. Usiadła na gałązce tuż nad głową Bolka i zwieszonym ogonkiem łaskotała go po nosie. Kuleczka bobrował już pod płaszczem i coraz bliżej i coraz wyraźniej słyszał upragnione cyk-cyk. Wtym Mądrala, który zadumany nie spostrzegł, że od rozgrzebanego przezeń zarzewia zajęła się gałązka, na jakiej siedział, wrzasnął w niebogłosy, podsmalony z dołu. Przerażona Chichotka drgnęła i spadła grzbietem wprost na zamknięte oczy Bolka. Przebierając rozpaczliwie nóżkami i odpychając się ogonkiem starała się odzyskać straconą równowagę i uciec co prędzej z niebezpiecznego miejsca...
 — Ratujcie!... Duszą mię!... Smoki... duszą mię!... — wrzeszczał przestraszony Bolek, siadając na posłaniu.
 Szczęście, że nie miał rewolweru, bo znowuby strzelał.
 — Co takiego?... Uspokój się!... — wstrzymywał go Olek, zapalając zapałkę.
 — Węże!... Jadowite węże!... Latają mi po żołądku!... — krzyczał chłopak, szczękając zębami.

 Zrzucił płaszcz i w skarpetkach wyskoczył na środek pieczary. Uspokoił się jednak niezadługo, gdyż Kuleczka