Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

 Maluchny Kuleczka zwinął się, jak pacioreczek, i już nie ruszał. Jedynie po słabiuchnym ruchu nastroszonej szerści poznawała matka, że żyje. Ucichła Chichotka. Mądrala nie wygłaszał już prawd i morałów. Lękliwy Ziuzik tak zaszył się w najciemniejszym zakątku za ogonem Babci, że wszyscy o nim zapomnieli. Hajdamajda leżał, zadarszy do góry łapki i zamknąwszy ślepki. Jeden Czerwone Oczko nie odstępował stroskanej Matki i to z tej, to z tamtej strony zabiegał koło niej i muskał ją swym łaciatym pyszczkiem.
 — Nie odchodzi!... Nie odchodzi!... Ale śpi!... Pójdę!... Nie wytrzymam... Umierają dzieciuszki, umierają!... Wszyscy umrzemy!... On nigdy nie odejdzie!... On tu zamieszka!... Teraz szczególniej, kiedy się zbiera na deszcz!... Tam deszcz pada, a my tu umieramy z pragnienia!... Niech dzieje się, co chce!... Pójdę! — szeptała nieszczęśliwa Matka, biegając tam i z powrotem od wyjścia do dzieci, leżących w głębi.
 — Mamuniu, Mamuniu!... On wszystko widzi, on nie śpi... On udaje!... Lepiej, abyśmy wszyscy zginęli razem, niżby on miał Mamuchnę w oczach naszych połknąć!... Och, och, nieszczęście!... Siostrzyczki, braciszki, wstawajcie!... Mamuchna wyskoczyła... Chodźcie, chodźcie!... Ratujcie!... — wołał rozpaczliwie Czerwone Oczko.
 Istotnie mysz Matka wyskoczyła z gniazda i ostrożnie krawędzią starego gzymsu biegła górą do wyłomu, gdzie padał ożywczy deszcz. Wszystkie dzieci zebrały się u wyjścia z nory, nawet ślepa Babcia przywlokła się, pełna przerażenia, tłumiąc jęki.
 — Ach, ach!

 Mysz Matka okrążyła już całą prawie komnatę i przycupnęła w kącie, gdzie się gzyms urywał. Stamtąd szła