dołek“, i rusza się, jakby chciał ze mnie uciec!... — skarżył się Kuleczka...
— Nie bój się, nie ucieknie! Dokąd ucieknie!? Tam kot na niego czeka!...
— Ach, ten kot!
A kot, miaucząc półgłosem, spacerował sobie niedaleko nory. Potym położył się na progu baszty, brzuch wystawił na słońce i udawał, że śpi, a może spał istotnie.

Powoli mijał dzień, gorący, nieznośny, pełny niepokojących udręczeń.
Kot ani myślał odchodzić.
Znużone, wyczerpane głodem i pragnieniem myszęta piszczały coraz żałośniej. Duszne powietrze zapchanej, nieprzewietrzanej nory dusiło je. Spękane, napuchłe języki już nie mieściły im się w wyschłych pyszczkach, oczy zamgliły od słabości, chude boki gwałtownie wznosiły się i opadały. Nawet cierpliwa Babcia ciężko dyszała i zaprzestała opowiadać zajmujące historje.
— Cierpliwości!... Cierpliwości!... On pójdzie!... — mruczała tylko ledwie-ledwie, machając wyschłym i zwątlałym, jak sznureczek, ogonkiem.