Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

ciała tak blizko koło pręgowatego cielska leśnego rabusia, że ciarki po nim przeszły i skóra zmarszczyła się na nim, jak woda od podmuchu wiatru. Zamiast skoczyć naprzód, uskoczył w bok, a gdy strzały nie przestawały grzmieć raz za razem, podwinął ogon i zaczął uciekać, ogarnięty po raz pierwszy paniczną trwogą. Teraz już nie sadził prosto szeroką drogą, ale skręcał co chwila w boczne wąwozy, kręcił, rzucał się, szukał wyjścia. Zerkając za siebie lękliwie, dostrzegał tam coraz zwiększający się tłum białych straszydeł, od których coraz częściej wylatywały w jego stronę „ogniste muchy“. Parę z nich już ugryzło go w pośladki... Wypuścił z pyska smakowity kapelusz, wysunął ośliniony ozór i zziajany pędził, ile sił starczyło w łopatkach... Zakręcał, zawracał, wypatrując, gdzie tu las, gdzie zieleni się choć jaka taka kępa lub kupeczka trawy, gdzieby mógł na chwilkę przywarować, wytchnąć, zebrać siły i myśli...
 Ale wszędzie były tylko białe straszne skały z dziurami, z których wyglądały straszne białe twarze. Nareszcie spostrzegł drzewa, zebrał siły, przesadził żelazne sztachety, oddzielające gęstwinę od ulicy, i wpadł między miłe sercu liście i gałązki. Ale jednocześnie koło sztachet zaroiło się od „białolicych“, roje „ognistych much“ zaczęły latać dokoła głowy i boków tygrysa. Musiał zmykać dalej, ku bielejącej w głębi samotnej skale. Był pewny, że tam już znajdzie schronienie. Istotnie dostrzegł czworokątny otwór, na szczęście nie zamknięty ani drzewem, ani wodą. W głębi znowu widniała zielona gęstwina. Tygrys rzucił się w ten otwór i schował w gęstwinę.

 Ta skała samotna w ogrodzie, był to ustronny, bogaty hotel; dziura, przez którą doń wskoczył — otwarte drzwi; gęstwina, w której się ukrył — zielone sukno, po-