Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf/294

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

przedzierał się, ciężko dysząc i chrobocząc. Przyczajeni w ciemnościach u skał nie widzieli go, lecz odgadli po szmerach, że jest już bardzo blizko, że lada chwila stanie wśród nich. Wreszcie poczuli go między sobą; jednocześnie Tomek otworzył swoją latarkę i rzucił snop światła na otwór szczeliny. Stał w nim rosły zbójnik w pełnym uzbrojeniu, z rusznicą w ręku i przerażonemi oczyma spoglądał na światło. Zanim opamiętał się, już go schwycił dziesiątek silnych rąk, rozbroił, powalił, związał i odciągnął za węgieł. Światło Tomek przygasił natychmiast, gdyż z otworu nowy dolatywał chrobot.
 I powtórzyło się tak pięć razy. Pięciu zbójów siedziało związanych pod ścianą i posępnie spoglądało na nieznanych im napastników.
 Tomek świecił latarką i zaglądał im w oczy. Niektórych poznawał:
 — A to ty, Olesiak!... Co słychać?... Jakże wam bacuje Grzela?... Czy przyjdzie tutaj was więcej? Czy tam na nas poczekacie!?... Naczekaliśmy się was dosyć, przyszliśmy teraz sami do was! Gdzie „Królewna“? Gadajcie!...
 Zbóje milczały, tylko oczyskami łypały na młodych chłopaków.
 — Kuchto!... — rzekł wreszcie jeden z nich wyniośle. — Nic się od nas nie dowiesz, my nie tacy!...
 — To was strącim do wodospadu, a góra przed nami nie ucieknie, przetrząśniemy ją, że szpilkę znajdziemy...
 — Znowu strzelają!... — raportował wartownik od okna.
 — Znowu idą!... — szeptał drugi z głębi pieczary.

 Tomek zostawił przy jeńcach jednego z nabitą bronią, a resztę poprowadził natychmiast do otworu. Przyczaili się jak przedtym u ścian. Znowu ciche chrobotanie, od-