będę go prosił o nic, ino mu wszystko poszczególnie opowiem... Niech osądzi, niech mi powie, jaki powód?... Bo bez tego, to niema dla mnie więcej na ziemi spokoju!
Jeszcze płakał, ale, że już postanowienie miał, więc się trochę uspokoił, jeść mu się zachciało, worek rozwiązał, wyjął chleb, kiełbasę i zaczął przegryzać. Potym wszystkie swe zapasy wyjął i jął kalkulować, czy mu na drogę starczy, bo postanowił tym razem nigdzie już nie zachodzić, nie wypoczywać. Gdy tak rzeczy przeglądał i układał, tknęło go coś, ponieważ pisania królewny nigdzie nie znalazł:
— Gdziebym mógł zgubić?! Przecież nigdzie nie wyjmowałem!... To ci historja?! — martwił się. — Nie dowiem się już o niej, o niebodze, nic! Będą ją teraz pilnowały zbójniki, gorzej od psów, skoro raz mię spostrzegły!... Nie dadzą dostępu, nie!...
Szedł, rozmyślał o wszystkim, ludzi omijał, wsie obchodził stronami, mimo karczmy przemknął się nocą, jak złodziej, i wstyd mu było czegoś i straszno.
— Jak nic nie wskóram, to pójdę w świat, gdzie mię oczy poniosą, do samego sinego morza!... Albo jeszcze i za morze!... Zatracę się wśród ludzkiego mrowiska, będę pracował, aż swojego dopnę... Ale królewnę tymczasem zbójniki sprzedadzą!... Oj, dolo moja!
Wśród kamienistych dolin, pustych i zachmurzonych, na zimnym wietrze smętek i strapienie dokuczały mu jeszcze gorzej. Z niechęcią myślał o długiej drodze po ostrych głazach. Przezwyciężył się jednak.
— Cóż robić!... Muszę dojść raz jeszcze do wiatru północnego, bo bez tego nie będę wiedział, kto winien!... Powie mi!... Dla czegoby miał nie powiedzieć?... Rozwa-