Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

piskach, żlebami[1] coraz wyżej i wyżej. Aż przed wieczorem stanął na poszczerbionej jak piła przełęczy ponad mgłami, już w jasnych błękitach, gdzie słońce gorzało jak smocze oko. Poza Tomkiem leżała płaska dolina, powleczona niby strugami wody lecącą obrzedłą mgłą, a przed nim na dolinie okrągłej, jak kocioł, mgła wrzała, jak opar nad gotującym się kotliskiem. Wielkie jej słupy, niby dym pożaru, chodziły w rówień z najwyższemi turniami, mieszały się z wiszącemi tam chmurami i otulały góry białemi welonami, trzepoczącemi się w wietrze niby muślin. Ledwie-ledwie przeświecały w nich ciemne jądra skał. Ale największa mgła, obłok zsiadły i aż rudy od gęstości stał na północy. Z pod niego to, niby trzęsąca się siwa broda, spływał nieustanny wodospad tumanów, toczył się poprzez doliny, przewalał poprzez górskie grzebienie i rozlewał daleko, szeroko, na słoneczne, ciepłe krainy, niosąc zamróz, pluchotę i deszcz.
 — To on!... — krzyknął z gniewem Tomek i ciupagę w tę stronę wyciągnął.

 Wicher jakby go usłyszał, ryknął tak, że zdało się Tomkowi, iż zadrżała góra, na której stoi. Mgły potargał, podarł na strzępy, część cisnął wysoko, część wdusił w przepaście i Tomek dojrzał tuż pod swoim urwiskiem śliczną dolinę, gdzie wśród różowych od słońca głazów pawiły[2] się błękitne jeziorka przejrzystej wody. Jednocześnie z podartych mgieł wychyliły się czarne, potwor-

  1. ↑ Ogromne rowy, wyżłobione w stromych bokach górskich przez wodę lub lawiny, zwykle zasypane drobnemi kamieniami (piargiem), albo zawalone ogromnemi głazami (maliniakiem).
  2. ↑ Jeziora górskie dostają od chmur, od słońca, od wiatru kolistych deseni, podobnych do blasku i koloru pawich piór — „pawią się“, jak mówią górale.