Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

w wielkim saganie również prychała parą; smakowity zapach rozchodził się po całej pieczarze — wszystko było oczyszczone, poszykowane, a gospodarze jak nie szli, tak nie szli. Ulał sobie trochę w miseczkę Tomek, zjadł, rozejrzał się po pieczarze, zobaczył, że już promienie słońca nie przeświecają z pod głazu, domyślił się, że późno, że jest ku wieczorowi.
 Chodził po pieczarze, oglądał ściany, ale do ciemniejszego kąta, skąd miała przyjść mu zguba, podchodzić nie śmiał. Z tego czekania znużył się, sen go zmorzył, położył się przy ogniu i zdrzemnął. Obudził go hałas i zimno. Zerwał się, obejrzał się zdumiony wokoło. W ciemnościach ledwie żarzą się węgle pod popiołem i nic nie widać, ino ogromne brzuszysko miedzianego kotła. Przy wejściu chrobotają i zberczą żelazem ludzie, siłując się z głazem. Przypomniał sobie Tomek, gdzie jest, straszno mu się zrobiło, co prędzej suchego chrustu na ogień dorzucił. Wchodzą jeden za drugim górale na jasny płomień, wory ogromne z siebie zrzucają, broń na miejsce stawiają, cuhy zdejmują. A za niemi, przez otwarte wejście, nizko migoczą gwiazdy na nocnym niebie. Posiadali na pieńkach, na kamieniach, pokładli się na skórach. Znój mieli na twarzach, błoto, kurz na ubiorach, a niektórzy i krew...
 — Dawaj jeść, chłopcze! — krzyknął naczelnik.
 Tomek każdemu misę cynową postawił, łyżkę srebrną położył, srebrny kubek winem nalał, wielką warząchwią z kotła smakowitą zupę jął rozlewać.
 — A gdzie jeden? — pyta, widząc, że tego Wojtka, co go przyprowadził, niema.

 — Nie twoja rzecz!... Zabieraj pustą misę, zabieraj!... Był, a teraz go niema!... — mruknął chmurnie naczelnik.