Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

nowiło ich jednak, że okna były otwarte, a w pokojach widać było kręcące się figury w kapeluszach i czapkach na głowach.
 — Co to? Wesele?!... — spytał kogut.
 — Prędzej pogrzeb! — miauknął kot.
 Wtym z jednego okna wyleciał wielki węzeł.
 — Cicho! To złodzieje! — szepnął Jasiek.
 — Złodzieje?... Zaraz będę szczekał! — oburzył się Bryś.
 — Ee! Głupiś!... Jeszcze cię zastrzelą!... Nie widzisz, że mają flinty na ramionach. Wiecie co: ja tak myślę, że my przekonajmy się dobrze, co to jest, bo to może i nie złodzieje, a po prostu pożar... Więc tak zrobimy: ponieważ podmurowanie jest wysokie i wdrapać się na nie trudno, niech pod ścianą stanie osieł, na osła wskoczy pies, na psa kot, a na kota kogut. Ten opowie nam wszystko, co zobaczy, a wtedy, jeżeli to są złodzieje, niech na komendę osieł ryknie, ile sił starczy, pies niech szczeka, kot miauczy, a kogut gdacze... Ja zaś będę gwizdał, hukał i wołał „łapaj“... Złodzieje tego nie lubią... Złodzieje nie lubią żadnego hałasu!... Ja to wiem, bo nieraz z wytrychami musiałem chodzić otwierać zamki, które oni popsuli!...
 — Doskonale!... — zgodził się osieł. — Ja już stoję!...
 I zaraz pies przy pomocy Jaśka wdrapał się na osła i stanął na jego chudym grzbiecie, na psie umieścił Jasiek kota, na kota sam frunął kogut!... Zajrzał przez szybę, gdyż przez ostrożność podkradli się do zamkniętego okna, i aż przysiadł z przerażenia:

 — Ojej!... Gwałtu!... Tacy zbóje! Jest ich ze sześciu!... A między niemi, patrzcie państwo, mój gospodarz!... On mnie pozna!... Nie będę piał!... Nie mogę!...