Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


swą krzywdę... A co powiedziałby mój naród, gdyby dowiedział się, że dzieci własne oddałem dzikiemu wrogowi?!... Niktby nie uwierzył, że to ofiara, każdyby myślał, że to tchórzostwo... Nie! Oprę się teraz... odchowam dzieci... Niech wyrosną, a wtedy opowiem im wszystko!... Niech same postanowią, jak mają postąpić, niech same wybiorą!... A tymczasem będę się bronił!... Ale jak? Sprowadziłem tu wojsko mnogie, ogołociłem z obrony granice... Ale co będzie, jeżeli to fortel, jeżeli oni, nie żądając wydania założników teraz, zaraz napadną na bezbronne zamki, grody i wsie? Zanim ciężko zbrojne me wojsko dotrze do nich, już oni zdążą splondrować, spalić, złupić pół królestwa, wyciąć ludność i ujść, zniknąć, utonąć znowu w swych lasach... Albo gdy ja będę ich szukał w jednym końcu państwa, oni tymczasem przyjdą tutaj, zajmą pałac, wymordują dworzan i dostojników i zaczną rządzić w imieniu mych dzieci, wydziedziczywszy mię, jako niegodnego rodzica!... Dzieci moje widzę jako wilczęta, cały naród zwilczały... Co za ohyda! Łagodne obyczaje moich rolników zamienione na wilcze nałogi, piękna mowa ojczysta na wilcze wycie!... O tak!... Uczynią ich Wilkami, jak to przecie obiecał mi ich władca! Lasami porosną uprawne niwy, w trzęsawiska zamienią się łąki, a tam, gdzie stoją wesołe osiedla i grody, powstaną wilcze zbójeckie nory... Nie, za nic! Lepiej sam je zabiję!... — wybuchnął i zerwał się z fotelu, ale rychło znowu się nań bezsilnie opuścił.
— Co robić, co robić!?... Ten głupi Dydko nic mi poradzić nie może! Ach, dzieci moje, kruszyny drogie, nadziejo moja i mego narodu, czyż mam was utracić wćześniej, niż was poznam!?... Czyż mam was zniszczyć własnoręcznie lub oddać!? I czy po takim upodleniu ostoi się dusza moja i ludu mego wobec przeciwności wojen i losu, wobec walk krwawych, jakie, czuję, że nas czekają!?
Dwie siwe łzy, jak duże perły, wytoczyły się z pod przymkniętych powiek Króla i pociekły na złotą brodę. Wtym poczuł, że ręce jakieś objęły jego nogi.
— Kto tu?! — krzyknął Król, zrywając się i marszcząc brwi.