Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


A gdybym ja się tu teraz nie znalazł... to zginęłaby... królewna! Śpieszcie się, śpieszcie! Ostrożnie, tutaj dalej schody! Zaczekajcie, dzieci, pójdę przodem!
Głucho zadudniły grube buty wesołka na kamiennych stopniach, zazgrzytały znowu rygle, otwarły się ciężkie wrzeciądze bronzowe. Buchnęły im w twarze świeże, rzeźkie powiewy. Siwa jasność wczesnego poranku oświeciła omszałe przejście, w którym stali, i omszałe pod niemi schody, co spuszczały się i tonęły w wodzie, której blado-srebrna wstęga sunęła tuż przed otworem i wypełniała wygięcie sklepienia swym drgającym blaskiem. Do miedzianego pierścienia, wmurowanego w głaz ostatniego stopnia, przyczepiony był pozieleniały od starości łańcuch, zwisający na ukos i uchodzący wraz z prądem za framugę drzwi. Przykucnięty u wody Bączuś ciągnął zań z całej siły i tak gadał:
— Słuchajcie, tu jest łódź, którą ja przybyłem... Nie mogę was im pokazać... W was siła i cała moja nadzieja! Może ocalejecie!... Siadajcie do łodzi... Tam jest wszystko... Wszak umiecie trochę wiosłować? Odpłyńcie cokolwiek, zawsze trzymając się w pobliżu muru... żeby was z góry straże przed czasem nie dostrzegły. Gdy będziecie blizko już końca zamczyska, niech królewicz uczepi się bosakiem za jaki występ albo szparę w ścianie i niech zaczeka... Dopiero, gdy tu wojsko przybędzie z tamtego brzegu, ruszajcie dalej... Wtedy możecie się już nie obawiać pogoni... Będą mieli posiepaki Tatury tutaj dużo roboty... Płyńcie wprost, środkiem rzeki, nie zatrzymujcie się nigdzie, gdyż na brzegach grasuje żołdactwo, zbiegi i zbóje... Aż wypłyniecie nad brzeg morza. Tam na ostatnim cyplu ziemi odszukacie chatę rybaka... Poproście go o gościnność. Tam was znajdę... jeśli nie zginę!
Głos mu zadrżał. — Przyciągnięta przez niego łódź uderzyła dziobem o kamienny stopień.
— Śpieszcie się, śpieszcie, siadajcie... — naglił wciąż stary.
Królewna, przeciskając się mimo niego, objęła go rękami za szyję; królewicz ucałował w policzki.
— Bywajcie zdrowi! Strzeżcie się, bądźcie ostrożni... W was zło-