Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


uczynić ponad to, co zrobił... On sam był zmuszony... On mądrze nas i siebie zbawił... Wszystkim groził bunt załogi... On ostatnia nasza opora... A czymby się zaburzenia skończyły, niewiadomo... Musielibyśmy albo część załogi wyciąć, co osłabiłoby obronność zamku, albo żołdactwo zwyciężyłoby nas... Co wtedyby się stało, trudno przewidzieć... Należy przypuszczać, że zostałyby tylko gruzy i trupy... Nasby wymordowali wszystkich, a skarb zrabowali... Musiał więc Tatura udać srogość, musiał ciebie kazać uwięzić! Ale, w gruncie rzeczy, przecież źle ci się nie dzieje? Co? I doprawdy nie wiem, co ty masz przeciw Taturze? Dawniej, w dzieciństwie, lubiłaś go przecie?
— Nigdy go nie lubiłam! — ostro odrzekła królewna i spojrzała w oczy matce.
Królowa mrugnęła powiekami i spuściła je na dół.
— Żałuję bardzo... W takim razie... cóż robić? Nic ci poradzić nie mogę! — mruczała niewyraźnie. — Nic ci nie brak, nic... powiadasz?! W takim razie ja już pójdę, a ty jak będziesz czego potrzebowała, to poślij sługę... Tatura pozwolił.
— Już więc rozporządza mną jak swoją własnością! — rozśmiała się królewna.
— Ach, jaka ja jestem nieszczęśliwa!... — znów wybuchnęła ze łzami Królowa i przyłożyła chusteczkę do oczu.
Królewna jednak nie kwapiła się ją pocieszać; opuściła więc niezadługo córkę, szeleszcząc długim ogonem jedwabnej sukni i zostawiając po sobie zapach drogich zamorskich pachnideł.
Królewna objęła rękami drogi stół jaspisowy i przycisnęła rozpalone czoło do zimnego kamienia.
— Nie!... Nigdy, przenigdy! — szepnęła wreszcie, podnosząc głowę. — Ale co przedsięwziąć? Jak postąpić?
Wichura myśli, zmąconych wzruszeniem, omroczyła ją jak gorący podmuch burzy. Otwarła drzwi na balkon i wyszła, aby się ochłodzić.
Jedyny to był kąt, skąd mogła jeszcze spoglądać na wolny świat.
Tam wszędzie... poza nią i dookoła — dręczyciele! Śliczne, bogate