Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


z memi wrogami, że ślą buntownicze wieści przez moich podkupionych żołnierzy... — wybuchnął wtedy rycerz.
— Milczeć! Jak śmiesz, oprawco, kalać imię swych ofiar!... — krzyknęła królewna.
Tatura nasępił się jak zwierz, z pod nastroszonych wąsów błysnęły mu białe zęby.
— Dobrze!... Proszę się gotować do ślubu... za dwa dni... Za dwa dni! Niech Wasza Królewska Mość zabroni do tego czasu wychodzić królewnie ze swoich pokoi; inaczej nie odpowiadam za spokój w zamku! Będę zmuszony postawić przy drzwiach warty!
Skłonił się nizko i wyszedł.
Królewna spojrzała pytająco na ojca. Siedział na fotelu blady, z głową bezwładnie odrzuconą wtył, z rękami spływającemi wzdłuż ciała.
— Wilk... Wilk żelazny!... — szepnął przez zaciśnięte zęby.
— Co za wilk?
— Żelazny Wilk, któremu sprzedałem cię jeszcze w niemowlęctwie. Już raz omało nas nie zgubił, potym nas zbawił, a teraz okazał się... Taturą! Pół człowiek — pół zwierz!... Nic nie rozumiem!
— Więc jemu zaprzedałeś mię, ojcze? — spytała z bolesną ciekawością.
— Tak, zaprzedałem was oboje...
— I brata?
— I brata!...
Zaczął cichym głosem opowiadać całą historję. Wsparta główką o poręcz fotelu słuchała uważnie królewna, a gdy głos Królowi rwał się, gładziła pieszczotliwie dłonią jego wychudłe ręce.
— Nic z tego! — rzekła wkońcu stanowczo. — Nie będzie mię miał!...
— Cóż poczniesz? Jesteśmy zupełnie w jego mocy... Oplątał nas zdradliwie... chyba cud!...
— Nie będzie mię miał! — powtórzyła królewna, prostując się i wstrząsając główką.