Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Coś ty, nieszczęśliwa dziewczyno, zrobiła!... — jęknął Król, spostrzegszy córkę.
Siedział w fotelu, chory z przygnębienia, i trzymał w opuszczonej bezwładnie ręce zapisany zwitek pergaminu. Podał go królewnie, poznała go odrazu, nie potrzebowała czytać.
— Chciałam, ojcze, ratować nas!
— Tak, a zamiast tego zgubiłaś nas ostatecznie... Ten niegodziwiec już żadnych sobie z nami ceremonji nie robi. Już nie prosi, a rozkazuje... Żąda, żeby ślub odbył się pojutrze!
— Nie mam wcale zamiaru wychodzić za niego!
— Co?...
Król spróbował wstać, ale siły go opuściły.
— Sama to mu powiedz! — szepnął złamanym głosem, — ja już nic nie mogę!
Klasnął w dłonie na służącego.
— Prosić Koronnego Strażnika!
Wszedł Tatura i stanął naprzeciw królewny.
— Dostojniku, córka nasza powiedziała nam przed chwilą, że nie ma wcale zamiaru wstępować obecnie w związki małżeńskie!
Tatura podniósł głowę i wyprostował się.
— Aha, coś nowego! Niech królewna sama raczy to powtórzyć!
— Tak, Wielki Strażniku królewski, nigdy nie zostanę twoją żoną!...
Przez mgnienie oka mierzyli się oczyma, królewna nie ustępowała.
— Nie mam zamiaru ani obowiązku zrzekać się swych praw, Wasza Królewska Mość! Wola narodu, a co ważniejsza, wola wojska chce tego związku, który wczoraj wszak został już publicznie ogłoszony i zatwierdzony... Może mię królewna nie kochać, ale pójść za mnie musi, choćby siłą przyszło mi dobijać się tego...
Królewna z lekka odwróciła się od niego i, szepcąc, nachyliła do ojca.
— Więc to...taka, więc to taka nagroda!... Nietylko, że tutaj spiskują