Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Ludgardo, wiesz, czego chcą gwiazdy, czego chcą gwiazdy!?... — spytał cicho, biorąc żonę za rękę.
— Czegóż one mogą chcieć znowu?! Wszakże Dydce posyłasz stale prócz zasług rozmaite podarunki i naddatki! — odrzekła kwaśno.
— Wcale nie o to chodzi, ale widzisz... gwiazdy chcą... żebyśmy... córkę naszą... oddali Taturze!
— Oddali?... Jak to... oddali?
— No, zamąż!...
— O, na to się nigdy nie zgodzę! — wybuchnęła Królowa i dźwignęła z zydla swą otyłą postać.
— Na to się nigdy nie zgodzę! — powtórzyła i przyłożyła chusteczkę do nosa, a potym do serca.
Król patrzał na nią z żałością.
— Ja również zgodzić się nie mogę, choćby ze względu na tego rycerza! Dosyć już złamałem obietnic!
— Rycerz to nic!... Nie przybył na wezwanie, więc zwolnieni jesteśmy od słowa! — wyjęczała przez chusteczkę Królowa. — Ale serce moje nie pozwala na to... Taka młodziutka! A Wilk Żelazny? Co powie Wilk?... Rozszarpie nas oboje!
— Cóż więc robić? Nieprzyjaciel już zajął pół państwa! Gdyby mię teraz Tatura opuścił, nicby mi nie zostało, jak uciekać z państwa albo umrzeć. Co zaś do Wilka... to dawniej innego byłaś o tym zdania!
Królowa bystro przyglądała się Królowi z poza chusteczki.
— Mówiłam i powtarzam znowu, że należy pogadać właśnie z tym... Wilkiem!... Tylko wtedy skończy się raz na zawsze ta wieczna obawa! I o co?... Królewna już duża, niech sama o swoim losie stanowi. Zdejmie z nas odpowiedzialność!
Król opadł na poduszki zgnębiony.
— Dawniej mówiłaś co innego! To okropne! Pomyśl: oddać własne dziecko potworowi!
— Ach, wszyscy wy jesteście potworni! Wiem o tym dobrze!
— Już idź! Pomyślę o tym sam! Jakże jestem znękany!...