Strona:Wacław Gąsiorowski - Mędrala.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

dążącem do utrzymania dobytku leśnego w dobrym stanie. Berek was chciał wczoraj obałamucić i do sprzedaży skłonić, za co też już jest do aresztu wziętym, a wy zeznawać będziecie, jako świadkowie!
Gospodarze w pierwszej chwili oniemieli. Widząc jednak, jak wielkiej biedy uniknęli i że to nie jednemu kamień z serca spadł, bo lasu szczerze żałował, — więc w jednej chwili zahuczało w chałupie Stęporka.
— A gałgan! Przechera! Niech go tam! A i Michał nie lepszy!! Oszukańce!! Do kryminału!! — wołały zewsząd głosy.
Rozpoczęło się badanie. Wszyscy zeznawali jednomyślnie i z ochotą. Kiedy przyszła kolej na Stęporka, ten wyszedł z kąta blady i drżący. Wójt spojrzał nań groźnie i rzekł:
— A wyście, Stęporku, oskarżeni o współwinę, boście także ludzi do sprzedaży namawiali! Jesteście aresztowani i możecie być na wolności przed sprawą tylko za kaucją.
Stęporkowi, jakby kto obuchem w łeb dał. Przybladł jeszcze bardziej, zatoczył się i bez mała na ziemię nie upadł. W gardle mu chrapało, a jęk z piersi się dobywał.
— Ady panie wójcie! Ola Boga! Moja działka, gdzie moja drzewina!?!! O ja nieszczęśliwy! Za co mnie!! Jagna! O... dzieciaki moje serdeczne!!...