Strona:Wacław Gąsiorowski - Bem.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

ba dawać folgi podobnym myślom, nie należy łączyć swego wyzwolenia ze spodziewaniem klęski narodu! Wszak właśnie z rozpaczy, niedoli, z bólu nad niepowodzeniem narodził się ten wybuch nieszczęsny, którego i pani padła ofiarą.
Pani Marchocka siadła na ławce, na skraju tarasu i zaprosiła Bema. Pułkownik zajął miejsce obok i dodał.
— A kiedy ucichnie w pani żal, sama z dumą i radością wypominać będziesz, żeć i ty dla imienia ojczyzny ucierpiałaś.
Kapitanowa westchnęła smętnie i zapatrzyła się w rozpalające się, poza stalowym grzbietem Wisły, ogniki światełek.
Bem ku skrzącemu się już niebu spojrzał, a potem śladem ócz pani Marchockiej pomknął i rzekł z mocą:
— Przyszłość, nadzieja, wiara nasza, zwycięstwo leży w nas samych, leży w sile zapomnienia o ludziach, imionach, nazwiskach. Oto postrzega pani tam, w dali, za domostwami owe pasma migocących płomyków — tam obozują żołnierze. Tam gwarzą, raźno ci, którzy poniosą życie, którzy legną może zapomnieni, nieznani, o których przyszłość będzie mówiła tylko: pułk, batalion, baterja, wojsko. A przecież jedyną ich troską, jedynem strapieniem, nie trudy, nie ubytek w szeregach, nie kule, co ich miotą, nie zaraza, co ich dziesiątkuje, lecz cel święty!
— Ale też nikt nie waży się wątpić o czystości ich uczuć, ale też nikt zgoła nie płaci im hańbą za poświęcenie.
— Sądzi pani. A ci, co życie dają w przegranych bitwach, co krwią, okupu ją strategiczne błędy, co giną otoczeni, co odchodzą z widmem błysku nieprzyjacielskich bagnetów! Pułk, batalion uległ, nie wytrzymał naporu dywizji, nie ostał się, pozwolił się wyrąbać! Więc górze mu, więc wstyd — hańba! Naród wielbi jeno zwycięstwa...
— Otóż, panie, sprawiedliwie! — podchwycił rubasznie przysadzisty, krępy cień, który nadszedł niespodzianie od strony sali zamkowej. — Pułkownik Bem! A jak byliśmy w roku tym pod „tymtam“ panie... Desperacja, nieszczęście i cóż, nawet w rozkazie dziennym cesarz powiada... ten...
— Pan generał Sałacki!
— Na rozkazy! — Witam pułkownika, raduję się, że