Strona:Wacław Gąsiorowski - Bem.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

piorunami łysnął. Rząd szukał winowajców. Cała stolica trzęsła się z oburzenia.
Skrzynecki atoli nie dał się zmóc. W odpowiedzi na oskarżenie Prądzyńskiego, oskarżył Jankowskiego i Bukowskiego.
Tak, bo wódz naczelny zgrzeszył tylko zbytkiem ostrożności. Prawda, dał się zwieść Tollowi demonstracją, fortel, symulujący przeprawę, wziął za ruch ku Warszawie! Prawda! stokroć prawda! Jeno w tej prawdzie i dowód, że Toll zaniechał przeprawy dopiero po cofnięciu się Skrzyneckiego z Siennicy! A gdyby był został, gdyby był nie zważał na raport Skarżyńskiego — cha, tego Prądzyński nie dowiedzie, że Toll nie byłby Pragi zaatakował.
Winni!? Są winni! Jankowski nie wykonał planów. Bukowski pospieszył z pomocą Turnie. Milberg winien, sztab korpusu winien. Ramorino winien... I on, Skrzynecki, żąda kary na przestępców, śledztwa, sądu...
Deliberacje były krótkie. Postanowienie zapadło niebawem. I nietylko co do sprawców budziskiej klęski, lecz i co do winnych knowań z nieprzyjacielem...


XVII.

Był zmierzch pogodnego dnia czerwcowego. Pani Madejowa uwijała się za ladą swego sklepiku i niby to służyła gościom, niby to słuchała powiadań, że coś nielada stanie się, bo pod zamkiem gwardja narodowa strażuje — a w istocie coraz niespokojniej poglądała ku drzwiom wejściowym.
Aż nareszcie, kiedy już panią Madejową zupełna miała chwycić alteracja, drzwi stuknęły ociężale, do gospody wszedł Dziurbacki.
Pani Madejowa skoczyła, niby piętnastolatek, naprzeciw i, nie bacząc na domyślne uśmiechy i półsłówka gości, zagarnęła profosa do izdebki i dopiero zagadnęła pospiesznie:
— I jakże, i cóż?
Dziurbacki, za całą odpowiedź, bęcnął furażerką o skrzynię i osunął się na stołek.