Strona:Wacław Gąsiorowski - Bem.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

konie zedrzeć, opanować zdołał, po dwakroć jeszcze krwią i miazgą żywą bluznął.
Rüdigerowi zaćmiła się w oczach cała dywizja kawalerji z armatami...
Tymczasem był to tylko Bem. On to, śród gradu krzyżujących się kul, dobył się na serokomelski trakt, on to, symulując odsiecz, dwoma działkami rozpoczął zajadłą kanonadę na lewem skrzydle Rüdigera.
Zielonka, na odzew Bema, mocniej natarł. Turno ostatek sił dobył.
Aż Rüdiger uląkł się walki na trzy fronty i kazał trąbić na odwrót, ani wiedząc, ani przypuszczając, że tam, w odmęcie, piechota jego zagarnęła już pół bataljonu polskich strzelców, że Dawydow kawalerję Turny dziesiątkuje, że wygrana na jego, Rüdigera, przechyliła się stronę, że jeno pozostało mu krwawego żniwa dokonać.
I pułki rosyjskie zwierały się, opuszczały stanowiska i cofały w stronę Charlejowa.
Turno mało nie płakał z alteracji, pasji, bezsilności. Nieprzyjaciel uchodził, uprowadzał mu kilkuset niewolnika — a tu nie było ani sił, ani amunicjów, aby ścigać go, aby odbić bodaj zagarniętych. Znikąd odsieczy, znikąd pomocy a przecież on miał być jeno przednią strażą, a przecież jego dywizja miała tylko wciągnąć do bitwy przeciwnika, podać go na cepy Milberga, Bukowskiego i Ramorina.
Ból, żal i rozpacz zagrały w Turnie. Dopadł szczątków szwadronu ułanów, formujących się ociężale pod lasem, zaklął ich i powiódł do szarży...
Konie, spięte ostrogami, rozwarły chrapy, wyciągnęły szyje, zadudniły kopytami... i ustały w połowie drogi.
Równie szalona a może głębsza rozpacz targała Bemem, bo oto w chwili, gdy zastępy Rüdigera odpływały zwartemi wstęgami, gdy dwie armatki pułkownika ostatkiem nabojów goniły — nadjechał porucznik Sierawski z wiadomością, że generał Bukowski z trzema tysiącami był tuż, był o pół mili nie całe, że wysłuchał Sierawskiego i polecił mu oświadczyć, iż trzyma się pilnie odebranych rozkazów.