Strona:Wacław Anczyc - O książce polskiej obecnej słów kilka.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nych, małoletnich pracowników, gdzie nieliczny personel inspektoratu pracy nawet po kilka lat nie zaglądał, co się w jego resorcie dzieje.
A więc zakłady większe, dobrze przygotowane przez fachowców, poczęły znikać. Skończyły się takie pierwszorzędne oficyny jak Łazarskiego i Laskauera w Warszawie, jak Drukarnia Literacka, Drukarnia »Czasu«, Nakładowa i Ludowa w Krakowie i wiele innych. Powstały za to tysiączne sklepiki drukarskie o właścicielach, którzy nigdy z drukarstwem nic nie mieli do czynienia.
Mamy za to 66 (sześćdziesiąt sześć!) państwowych drukarń (w Niemczech i Austrii przy stokrotnie większej produkcji było tylko po jednej drukarni państwowej). Powstało wiele drukarń wojskowych. Ilości tych nie podobna było oznaczyć, gdyż władze nasze na żądanie zinwentaryzowania drukarń wojskowych wręcz odmówiły, zasłaniając się »tajemnicą urzędową«. Drukarnie państwowe i pół-państwowe, jak drukarnia P. K. O., liczne drukarnie kolejowe, drukarnie wojskowe, wolne od podatków i olbrzymiego ciężaru ubezpieczeń społecznych, mogły swobodnie żerować na prywatnym drukarstwie. Wysokie pensje i emerytury umożliwiały takie nadużycia, jak w wojskowej drukarni w Warszawie, gdzie znakomity i dzielny major Bobrowski skoń-