Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdybym umierał, jak umiera Ely,
„Pijąc Falerno przy kanzenet brzmieniu“ —
A nie w samotnej nędznej zimnej celi
Z lufą u piersi, w torsów ginąc cieniu,
Odarty z wiary archanielskiej bieli,
W alkoholicznem znikczemniały drżeniu —
Możebym w czystym poezji rynsztunku
Umiał wyszeptać dzieje pocałunku!

Ale ci powiem, że go czuję jeszcze,
Nie jak poeta, zakochany we śnie,
I śpiewający całusowe dreszcze —
Ja się w ten liryzm teraz nie rozpieśnię,
Bo ja nie sercem, lecz zmysłami pieszczę
I pocałunek czuję wciąż cieleśnie —
Ten pocałunek, co mi krew przekształcił,
Nerwy rozkiełzał i duszę pogwałcił!

„Panie!“ szepnęła — „zwątpiłam, lecz wierzę
Ale się nigdy już nie zobaczymy.
Panie, mnie serca mówią dziś psałterze,
Że nad przepaścią oboje stoimy!
Na pożegnanie złóż miłość w ofierze,
Wszak masz wspaniałe sztuki baldachimy..“
W objęciu ramion jak w splotach lijany
Jej pocałunek wypiłem siostrzany...