Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„O ja rozumiem ten wasz nędzny zamach!...
Inaczej będę plwana według wzoru,
Na kameljowych zdobytego damach!
Wyrwana z cnoty jasnego ugoru,
Będę rozdarta w waszych satyr łamach,
Aby w potwarzy zginąć bez honoru
U wszystkich okien i we wszystkich bramach —
Zginąć w skandalu sromnej błyskawicy
Na żer salonu i na żer ulicy!...“

„Ha, czyż nie wiecie, łotry, kim ja jestem? —
Ja jestem Polką i mam to dziewictwo,
Żem z mlekiem matki, z krwawym dziejów chrzestem,
Wyssała wzniosłe cnoty posłannictwo!...
I ze zdumienia patrzę na was gestem.
Na to bluźniercze waszych dusz kaléctwo,
Że tak wam łatwo cześć kobiety zburzyć,
Tak się z serc wyzuć, tak się wynaturzyć!...“

„A przedewszystkiem on — ten rzeźbiarz młody,
Co szukał natchnień na mem czole czystem
I rwał ze sobą na zachwytów gody...
Mógłże frymarczyć mym niewinnym listem
Ten, co królestwo szczęścia i swobody
Dzierżył pod sztuki sklepieniem gwiaździstem,