Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

„Ach, już w przededniu pragnę odrodzenia
Dójść do harmonij w narodzie pogodnych,
Aby nie było cienia — ani cienia!
Dawnych pogwałceń butnych, kazirodnych,
Aby ojczyzna wstała z pod kamienia
Polską dla sytych i Polską dla głodnych,
I politycznie i społecznie czystą! —
Wiesz-że, kim jestem? — Jestem socjalistą!

„Ja, człowiek Polak, szlachcic i chrześcianin —
Żądam już teraz, by z wiekowej sądzy
Wystrzelił płomień miłosiernych danin,
I, aby biedni, zapomniani, nadzy
Śmieli zapukać do serc naszych tkanin —
Pupile ustaw malowanej władzy!
I błagam cnoty Chrystusowej, wiecznej,
Ja — wolny mularz miłości społecznej!

„Wiesz-że, że ona, ludzka nędza blada,
W przyszłem stuleciu zasiędzie na tronach?
Że się ostatnia wojna wyspowiada
Na wszystkich polach i we wszystkich dzwonach?
Że ta olbrzymia ludów kanonada
Zgniecie bezprawia i spocznie na plonach?
Że potem w ludów rozzbrojonych rzędzie
Każdy monarcha socjalistą będzie?...