Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I nawet dzisiaj — o niezapomniana! —
Kiedy umieram i w bluźnierczej dumie
Każda pamiątka pada rozdeptana,
I, kiedy wszystko rwę i wszystko tłumię —
Owa poezja kwitnie niezerwana
Jak liść powoju na zwalonym tumie!
Chciałbym ja bez niej iść w śmiertelną drogę;
Mogę ją przekląć — wyrwać jej nie mogę!

Prędzej do kresu! — Ach, bo z ciężkim znojem
Piszę testament pod masztem okrętu...
Zanim ten statek, zamęczony bojem,
W drzazgi rozbity, zaginie do szczętu,
Chcę opowiedzieć z epickim spokojem
Historję gwiazdy, co spadła do mętu,
Chcę z fizjologii ludzkiej krwi wydostać
Dokument bolu i niemocy postać.