Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XIX.

Moja Madonno! Lubiłem z wieczora,
Gdy słońce gasło, stanąć na uboczu.
Na twem obliczu jaśniała pokora
A lilja tkwiła w złocistym warkoczu.
Jak w tło Jordanu tęskna sykomora,
Patrzałem niemo w błękit twoich oczu,
A gdy patrzałem z rozmodlonem czołem,
Czyliż ja ciebie dla życia pragnąłem?

Madonno moja! Gdyś mi nieraz tkliwie
Kazała tajnie wyspowiadać duszy,
To na zielonych pragnień moich niwie
Nie było ziemskich żądz gorącej suszy;
Kiedym zaklęty w hołdzie i podziwie,
Jak ten asceta, gdy go zapał wzruszy,
Snował zachwyty z uczuć upowicia, —
Czyliż ja ciebie pragnąłem dla życia?