Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Panowie!“ — rzecze potem nieznajomy —
Jak błędny rycerz nieproszony wchodzę;
Z długiej tułaczki wracam w swojskie domy,
Ojczystej mowy nie słyszałem w drodze —
Tylko, gdy zwątpień waliły mię gromy,
Wtedy księgami trzema smutek słodzę;
Każda ci daje wieczny jubileusz:
Biblja — Kazania Skargi — Pan Tadeusz!“

„A to my właśnie — woła pan Tumanek —
Program „Porfiru“ odczytywać siędziem.“
Odgarnął włosy, usiadł u firanek,
Krzyknął: Z „Porfiru“ złotą nić wyprzędziem!“
A gdy już wszyscy siedli w krąg we wianek,
Wyciągnął szyję, jakby był łabędziem —
A Nieznajomy z dziwną miną siedział,
Jakby przeczuwał coś lub wszystko wiedział.