Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ach! oni jeszcze bez iskry miłości
Żarli tę duszę, co została sama
Pomiędzy Bogiem – a sobą –
Jako puszcza bezbrzeżna – pełna swą żałobą! . . .
Ach! To są ludzie, co z pychą, bez granic
Przeciwko pysze knują mdłe frazesy!
Co oprócz siebie, wszystko mają za nic,
I są jak dzikie pustyń aloesy,
Co raz na sto lat strzelą i kolące
Milczą – ten cały świat opłakujące,
Z miłością, błotem wszystko tu obrzucające
Co nie z nich wyszło i nie do nich wchodzi . . .
Co z Zbawiciela i pisma świętego
Tworząc parodję, w mglistych słów powodzi
Zmieszaną w rudy kołtun Konfucyuszów
Idą – i z dumą patrzą na świat cały
Mówiąc jak upiór tu Faryzeuszów:
Patrz jaki czarny świat – jaki ja biały! . .
I ty bądź taki! rzecze Ci w miłości,
Aż Cię powiedzie nad otchłań nicości,
Gdzie dusza twoja w przerażeniu krzyknie
Kędy jéj tuman mglisty z oczu zniknie –
I przeklnie siebie – i ich, ogłupiona,
Im większa, bardziej w sobie poniżona,
Jak pobielany grób – i znieważona! –
O! najstraszniejsi ludzie, co miłością
Wabią, a trują węży przebiegłością!
I niewiem, czemu tyle wielkich duchów
Poszło na mą fatalną biesiadę,
Ale wiem czemu – potrute i blade
Nieużyteczne odtąd – i złamane
Wstały – i odtąd wśród węży łańcuchów
Chodziły jako straszne Laokoony
I duch w ich piersi był już – zagaszony! . .
O wśród nich jasne dusze miłościwe,
Są – lecz okute w pęta niezelżywe – [1]

  1. Nierozbieramy charakteru téj sekty – bo go niema – wiemy z dawniejszych i nowszych czasów – że jest krajowi szko-