Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/431

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


naleganiami, opowiedział ewenta nocnej wyprawy. Zamilczał jeno przejście z Marcinem.
— Gały dom do rozporządzenia waćpana — zdeklarowała gorąco — wszystko, bierz co chcesz, rządź jak u siebie. Tylko w żołnierzu widzę miarę człowieka! — wołała, sławiąc bohaterstwo, walkę, bitewne zamęty; nawet krzyki zabijanych miały dla niej upajającą melodyę, zaś gwarne życie obozów, pochody i niebezpieczeństwa uważała za raje. Emocyonowała się tak namiętnie, aż jej bose nogi wysunęły się z pod przykrycia, oczy zagrały najcudniejszymi blaski, a całą przejął war krwie wzburzonej... Ponosiło ją, jak szlachetnego rumaka ponosi echo trąbki bojowej. Nie znał jej takiej i z uwielbieniem patrzył w jej twarz rozognioną, co jej tak uderzyło do głowy, iż pochwyciła go za rękę, ledwie już hamując miłosne zapały, nagle wzbudzone.
Niemało przecierpiał, by się nie dać pokusom i siedzieć niby pień, głuchy na jej szepty, lejące żary, spojrzenia pełne całunków, dotknięcia parzące ogniem, ruchy omdlałe i owych miłosnych pieszczot nieme a wyraziste obietnice.
Udawał, jako nie pojmuje tej mowy amorów, gapia czyniąc z siebie z rozmysłem. Aż pełna głuchego wzburzenia i zawiedzionych nadziei, zadzwoniła na służbę.
Jakby za karę musiał jeszcze asystować przy ceremonii fryzowania i czesania włosów, nie puściła go od siebie nawet w chwili, gdy pokojowe wkładały na nią suknie, poczynając od koszuli; dzielił go tylko nizki pa-