Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/448

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I już złe wieści, niby psy, jęły kąsać serca oddane ojczyźnie.
Zajączek przegrał bitwę pod Chełmem. Prusacy zajęli Kraków. Sierakowski przegrał bitwę pod Krupczycami. Nieco później przegrał po raz drugi pod Brześciem.
Zwycięska obrona Warszawy podniesła znowu serca. Wyprawa Dąbrowskiego do Wielkopolski, zdobycie Bydgoszczy, podtrzymywały jeszcze wiarę w zwycięstwo nad wrogami.
Kościuszko wytężał wszystkie siły, organizował, zbroił, zachęcał, groził i błagał obywatelów o ratowanie własnej ojczyzny. Nie przemógł jednak okrutnego przeznaczenia.
Nieskończone ofiary, morza krwi, nadludzkie poświęcenia i bezgraniczne wysiłki.
A po tem wszystkiem — Maciejowicki pogrom.
A potem rzeź Pragi.
A potem kres wszystkiego. Otchłań długiej, beznadziejnej nocy.
Nie zginęła! Woła z pod ruin i zgliszcz Dąbrowski, za gwiazdą Napoleona wiodący hufce wierne ojczyźnie na lata tułaczki, bojów, ofiar męki i poświęceń
Księstwo Warszawskie. Królestwo Kongresowe. Marzenia stają się ciałem.
A potem wybucha rok 1830.
I znowu nowe mogiły, wygnania, ofiary i Syzyfowa praca od początku.
A potem rok 1863.