Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/391

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jakby zjawiony obraz szaleństwa, miotającego się z głuchym porykiem pod murami arsenału.
Przemogło bohatyrstwo! Wolność zatryumfowała nad niewolnikami.
Zwiastunem zwycięstwa było rozbicie Tiszczewa. Zgnietły go piechoty gwardyi i lud, atakujący z Leszna. Tiszczew padł, śmiertelnie ranny, a reszta jego batalionu wywiesiła białą chorągiew. Wtedy Cichocki zwrócił się wszystką mocą przeciw kolumnom, bijącym z Długiej i z ogrodu Krasińskich. Z obrony przeszedł do ataków i niby orzeł, raz po raz spadał na wyjące hordy żołdactwa. I niemało wspierany kupami zbrojnego ludu, zbiegającego się coraz liczniej, uderzał nieustannie, nie pozwalając wrogowi na wytchnienie i nie dając mu ani chwili opamiętania.
Owo w tymże czasie podporucznik Wroński, zająwszy Saski Dziedziniec i przy pomocy Konopki obsadziwszy bramę od Królewskiej armatami i strzelcami, ze drżeniem nasłuchiwał grzmotów od strony arsenału. A już z ledwie hamowaną niespokojnością, wyglądał korpusu Nowickiego, o którego ruchach, co chwila mu donoszono. Był już na Grzybowie, zaś znaczna część jego wojsk nadciągała Marszałkowską. Za chwilę mogli wkroczyć na Królewską. Na zatrzymanie całej armii Wroński miał około sto ludzi i dwie armaty! Prawda, niedaleko, bo pod Saską Kuźnią, stał jeszcze Mycielski z trzema kompaniami Działyńczyków. Razem była to garść przeciwko tysiącom! Podporucznik ducha nie tracił, ale dla zabicia udręki jął gorąco dyskurować z Konopką.