Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/385

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Rotmistrz Radzymiński! Wołać natychmiast! — zakrzyczał, naraz porywając się z miejsca.
Stanął w progu rotmistrz ponury, jak noc, i milczący.
— Okryj Waszmość swoim szwadronem Wrońskiego i przeprowadź do Wierzbowskiej.
Po chwili rozległy się szalone tententy i turkoty armat pędzących galopem, a po mgnieniu i brzaski karabinowych wystrzałów, gdy baterya przelatywała w poprzek Długiej.
Znowu przylecieli z wiadomościami od Kosmowskiego z koszar Mirowskich.
Raport był krótki: Moskale na Lesznie formują się w kolumnę atakową.
Cichocki napisał rozkaz Kosmowskiemu, aby posiłkując Kriegera, kiedy nieprzyjaciel ruszy na arsenał, uderzył mu na tyły i z flanku od Orlej i Solnej.
— Burza wzbiera i lada chwila zwali się na nas — zauważył spokojnie.
Jakby w odpowiedzi, zagrały armaty od strony Miodowej.
— Na stanowiska Mości Panowie! Na stanowiska!
Jakoż istotnie groźna burza, trzaskająca piorunami, nadciągała z paru stron.
Była godzina druga z południa, kiedy zagrzmiały armaty najcięższego kalibru i rozpoczął się atak na arsenał. Moskale występowali od Leszna; uderzali przez ogród Krasińskich i głębokimi, zwartymi szeregami posuwali się ulicą Długą.