Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Major Pieściński, major Górski i kapitan Ropp, persony powszechnie wielbione i fundamenta insurekcyjnej organizacyi, wystąpili wśród przyjaznych szmerów.
— Korpus pontonierów i inżynierzy!
Pułkownik Bogucki z porucznikiem Kubickim stanęli przy poprzednich.
— Chorągiew marszałkowska!
— Pozyskana dla sprawy i mnie poruczono delegacyę — meldował Zaręba.
Potem stawiali się dowódcy poszczególnych komend i kwartałów i ważnych stanowisk, jak abszytowany kapitan Witkowski, porucznicy artyleryi: Banczakiewicz, Linowski, Caspari i Zaręba, dowódca oddziału broniącego prochowni, pułkownik Poniatowski, oraz oficyerowie, wyznaczeni do prowadzenia oddziałów wolenterskich i czuwania nad ludowemi masami. Każda bowiem ulica miała wyznaczonego dowódcę oficyera.
Po skończeniu generał Cichocki przemówił krótkiemi, jakby rąbanemi szablą słowy:
— Obywatele-żołnierze! Pora nam iść na stanowiska. Walkę rozpoczynamy o świtaniu. Gdy ryknie strzał harmatni z pod Żelaznej Bramy i zabiją dzwony, uderzajcie! Hasłem naszem: Wolność i Kościuszko! Wszyscy znacie instrukcyę działań. Każdy z dowódców niechaj zapamięta: nie pozwolić Igelströmowi komunikacyi z jego oddziałami, za żadną cenę nie dopuścić połączenia się moskiewskich wojsk, nie dopuścić wkroczenia Prusaków do miasta, bronić arsenału i raczej go wysadzić w powietrze, niźli oddać. A poza tem, trzeba nam wroga bić, jeszcze raz bić i pobić! Tak