Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Było już po jedenastej, gdy wpadł dyżurny oficyer i stanął przed Mokronowskim.
— Melduję pokornie: Wolontery w dziedzińcach i wszystko już gotowe.
— Generale! — zwrócił się Mokronowski do Cichockiego — rozkazuj, czas na stanowiska!
— Mości panowie delegaci od wojsk i miasta, prosimy bliżej! — ozwał się rozkazująco Cichocki — kapitanie Chomentowski, sprawdź Waszmość katalog obecnych.
Rum się uczynił, wszyscy stanęli przed progiem w powinnej postawie.
— Regiment gwardyi pieszej! — przeczytał do nośnie Chomentowski.
Wystąpił naprzód major Milford z porucznikiem Ostaszewskim.
— Regiment gwardyi konnej, Mirowscy — dodał z życzliwym uśmiechem.
Prezentowali się kapitanowie Kosmowski i Bogusławski; ten ostatni zameldował:
— Trzeci delegat, porucznik Strzałkowski, aktualnie na służbie, trzyma straż na Zamku.
— Regiment szefostwa Działyńskiego.
Major Zeidlic wraz z kapitanem Mycielskim wysunęli się na czoło.
— Regiment ułanów królewskich.
Kapitan Zieliński i rotmistrz Wojciechowski ściągnęli powszechną uwagę, bowiem dopiero od paru dni pozyskał ich dla insurekcyi Kiliński.
— Korpus artyleryi koronnej!