Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łach uderzyć na nią i wyrżnąć! Zasię, by się im to przedsięwzięcie udało, naprzeciw każdego kościoła mają przygotowane harmaty nabite kartaczami, pochowane po sieniach, sklepach i parterowych kwaterach. Widziałem je żywemi oczami, dotykałem ich temi rękami.
— Zali to możebne? Bajędy powiada! Egzageracya! — ozwały się dość liczne głosy.
— Słuchajcie mnie — rzucił się na kolana i wołał z rozpaczą — przysięgam w obliczu Boga ukrzyżowanego, jako prawdę mówię! Zaczynajmy we czwartek! Zaczynajmy!
Tyle jednak sprawił, iż stanęła jednogłośna uchwała: rozpoczęcia powstania dnia 17 kwietnia we czwartek, o godzinie świtania. Znakiem rozpoczęcia miał być strzał armatni, dany z pod Żelaznej Bramy, i bicie dzwonów.
Przeczytano jeszcze generalny plan działania i rozkaz Cichockiego.
»Aby jutro we środę, dobrze przed północą, zameldowali się w arsenale wszyscy naczelnicy cyrkułów, delegaci regimentów, dowódcy wolenterów, a to z powinnymi raportami i w zbrojnej gotowości do wystąpienia«.
Na tem zakończono to ostatnie zebranie.
Nazajutrz we środę dzień przyszedł w nieco odmiennej postaci, mgławy był bowiem, chłodny i deszczem grożący. Wszystko jednak się toczyło, jak co dnia, i nie wtajemniczony aniby przeczuł nadciągające wypadki. Wszędzie było pełno i gwarno, zarówno po bilarach, jak i kawiarniach i szynkowniach. Sklepy były przepełnione i targowały w najlepsze. Zasię jeno z racyi Wielkiego