Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/312

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Poczem reprezentanci regimentów i miasta zgłaszali swoją obecność i plenipotencyę.
Następnie wybrano komendantów poszczególnych kwartałów miasta i oddziałów, mających być odkomenderowanymi w pomoc ludowi.
Wszystko szło dziwnie składnie, prędko i bez zbędnych dyskursów.
Dopiero, kiedy na porządek przyszedł wybór tymczasowego wodza powstania, zgromadzenie ożywiło się niezmiernie i fakcya »Obrońców Wolności« podniesła głowę.
Rada wysunęła St. Mokronowskiego. Na to ozwały się aprobacye i klaskania.
A kiedy Cichocki w dłuższem przemówieniu wysławił jego ciche, a wielkie zasługi dla insurekcyi, jego cnoty obywatela i patryoty, jego zdatność jako wodza, jego wziętość i uważanie w całym kraju, cała sala zatrzęsła się od okrzyków.
— Zgadzamy się! Niech żyje generał Mokronowski! Niech nas prowadzi!
— Żądamy mieć wodzem szefa Działyńskiego! — zakrzyczeli naraz fakcyoniści.
— Szef Działyński wiele tygodni temu pochwycony od Moskalów i wywieziony do Kaługi! Strata to dla nas niepowetowana! — tłumaczył Cichocki.
— Nie chcemy Mokronowskiego! Zaufany przyjaciel króla. Targowiczanin! — wołali licznie.
— Na takie niegodne inwektywy odpowiem: Sam najwyższy Naczelnik w liście do Rady, poleca jego kan-