Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gnięcia Polski i uszczęśliwienia ludzkości. Prawdziwy filantrop.
— Być może. Kołłątaj jednak z klubem »Obrońców Wolności« spiskują przeciwko mnie.
— Za generalny cel uważają walkę z tyranami. Pragną przekształcenia Polski sposobami, jakimi zwycięża francuska rewolucya. Walczą o prawa człowieka i obywatela. Umowę społeczną J. J. Rousseau’a, przyjęli za ewangelię. Progresyę i szczęście ludzkości mają za najwyższe prawo. Chcą panowania cnoty i rozumu. Za hasło wzięli: wolność i równość! — objaśniał żywo, lecz bez widocznego zapału.
— Wszystko, co wiedzie do zniwelowania, wiedzie do sytego barbarzyństwa — szepnął dość cierpko król — powiedz, którzy tak skwapliwie wyciągają ręce po królewskie głowy?
Padło kilkanaście nazwisk, a w pierwszym rzędzie: Kołłątaj, ks. Dmochowski, ks. Meier, d’Aloe, Maruszewski, Konopka, Pawlikowski i mniej znani. Z wojskowych nie wymienił ani jednego; nie chciały mu przejść przez gardło, dusił się niemi.
— Nie obcy mi ten katalog, spodziewałem się tylko uzupełnienia.
— Wielu nie pamiętam — submitował się pokornie — wielu nie znam, a wielu pokazuje się na zebraniach pod maską.
— Wiem i o damach, jakie uczestniczą w tych krwawych sabbatach.
— Widywałem je zawsze zamaskowanemi. Wyróżniają się zapalczywością, z jaką domagają się egze-