Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


płazem, smyku jeden! — wyrwał szablę i rzucił się ku niemu.
— Rata! — krzyknął Zaręba, nawet nie racząc się zasłaniać przed ciosem.
Wpadło sześciu żołnierzów z nasadzonemi bagnetami.
— Wyprowadzić tego jegomościa na dół, na trakt do Goszczy. A będzie się opierał, burdy wyrabiał, bronił: macie kolby. Bujak, poprowadź! Precz z nim!
Zakotłowało się nagle pod namiotem; lecz po chwili Jaworski był rozbrojony, zakneblowany, gdyż ryczał, niby wół zarzynany, i wyniesiony.
Stach Górski patrzał w Sewera oczami przerażenia i zarazem admiracyi.
— Narobi wrzasku na całą Rzeczpospolitą! — nieśmiało zauważył.
— Niechaj krzyczy. Nie obejdzie się tam bez dotkliwych pamiątek! Oto masz szlacheckie fanaberye! Cokolwiekbyś poczynał dla szczęścia i ocalenia ojczyzny, musisz takiego pierwszego lepszego cymbała molestować o przyzwoleństwo. Bowiem on jest panem Rzeczpospolitej i może krzyknąć: Nie pozwalam! I może ćwiertować ją na części i bezkarnie sprzedawać! Niepodobna znosić tego dłużej! — skarżył się, przejęty zgorzkniałemi czuciami. Rozmawiał w tej materyi do późna, lecz zaraz po odejściu kasztelanica rzucił się na słomę i natychmiast zasnął.
Nie słyszał nawet powrotu Kaczanowskiego i wołań Ślaskiego, spał jak zabity.
Wkrótce cisza oprzędła całą Koniuszę i sen poga-