Strona:Władysław Stanisław Reymont - Przysięga.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chciał Jezus, żeby mojego zabili, żeby matkę zabili, to i tę ochfiarę do świętych Jego nóżek poniosłam...
A moskalom, to świńskie łajno — —
I ani się już obejrzałam, ino po tych czubach drzew, co się rumieniły, wiedziałam, że się pali
— A niechta skapieje cały świat, kiedy nie żyć na nim poczciwemu człowiekowi, niech tak skapieje!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Uciekałam, jak ta kuropatwa, co ją zły pies z gniazda spłoszy, to się podrywa, bije o ziemię, krzyczy na małe, co ledwie fruwają; a żali się piskiem jeno Panu Jezusowi za krzywdę swoją... a uciec, nie uciecze przed kłami...
Uciekałam jak ta wilczyca ze szczeniętami, kiej na nią idzie obława z pokrzykiem, a ona się ino raz wraz obejrzy za nią, a zaszywa w bór, a chowa pod wykroty, a lega pod krzami, i, kiedy ją już dopadają, to małe bierze pod się, i szczerzy kły, i wyje... i broni się, choć się i nie obroni...
Uciekałam, uciekałam!
Ino ta Matka Przenajświętsza wie jedna, com doznała wtedy...
Noc była za mną, ale i przeciwko mnie, bom się całkiem zbłąkała w tym boru, jako ten ptak zestrachany z gniazda, co ino kołuje, kołuje, aż go i ustrzelą, albo w sidła popadnie umęczon. —
Dwa dni błąkałam się w borze, bom się i bojała wyjść na pola i anim jadła, i anim spała, anim odpoczywała — tyle ino, com gdzie przysiadła pod krzami,