Strona:Władysław Stanisław Reymont - Przysięga.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dały, Jędruś był wszędzie, snuł się jak cień nieśmiertelny i nieodstępny każdego mordu, zbrodni każdej i każdej śmierci, stawał przy trupach i strasznym krzykiem sumienia nagle rozbudzonego, wołał:
— To ja go zabiłem!
Ale potem znowu się śmiał cicho, idyotycznie, wstrząsająco i uciekał gnany wszystkiemi furyami szaleństwa i strachu...