Strona:Władysław Stanisław Reymont - Przysięga.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Matka Boża mnie wiodła i te gwiazdy niebieskie, a jak przyszłam do Polskiego kraju, to już i te męki Jezusowe, co stoją nad drogami, pokazywały, którędy iść trzeba...
I krzywda żadna mi się nie stała, i zły człowiek i zwierz dziki uszanował, bo jakże! dałaby to Panienka Najświętsza skrzywdzić matkę, co idzie szukać dzieci swoich, dałaby to?...
A dobre ludzie pożywili, ogarnęli, a to i grosz niejeden dali a ochronili przed moskalami, że to kryć się musiałam, a to i to podwieźli od wsi, do wsi, zwyczajnie, jak w polskim kraju.
Nocami szłam ino a rankami wczesnemi.
Do Częstochowy się pytałam.
I jeszcze śniegi były, kiedy uciekłam a teraz już żniwa.
Idę, idę i aż dojdę do sierot swoich kochanych, dojdę... Dwa dni temu zbłąkałam się w borze, bo deszcz lał i ciemność była nieprzebita, tom całą noc przesiedziała pod krzyżem na rozstaju i skomlałam o łaskę Jego świętą i wspomożenie... to tę świętą, przebitą rękę oderwał od krzyża i drogę pokazał...
Tam idź i dufaj, a nie opuszczę cię — powiedział.
Niegodnam ja grzesznica, niegodna, ale służebnica wierna, bom dufające serce oddała Panu, to i drogami mojemi on rządzi i z wszystkiego złego wywiedzie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .