Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
282
WŁ. ST. REYMONT

pach trociczek, pomieszanych z zapachem stajni i perfum, to znowu brawa, jak salwa karabinowa, ostrymi dźwiękami zabrzmiały; ale on nic z tego nie słyszał, bo całą duszą był za parawanem, przy Lili; słyszał jej przyśpieszony oddech i szczęk żelazka do karbowania włosów. Spojrzał przez wązką szparę pomiędzy parawanem a ścianą i zobaczył jej głowę: siedziała już gotowa, umalowana, przyczerniona, tylko zafryzowywała swoje burzliwe, niespokojne włosy. Nachylił się lepiej i zobaczył jej twarz, i pomimo szminki, ujrzał w niej tyle smutku i znękania, tyle cierpienia, że miłość z dawną siłą zalała mu serce, zapomniał o wszystkiem, co ich rozdzieliło, tylko wi-